Informacje - Dlugie procesy

„Bis dat, qui cito dat”, wydaje się, że i o tej łacińskiej zasadzie zapomniano w polskim sądownictwie. Nieprzekonującym jest argument o złożoności wielu spraw i konieczności ich dokładnego zbadania, gdyż stuprocentowej sprawiedliwości nigdy niestety nie będzie. Przeciągający się proces, potęguje w oskarżonym poczucie bezkarności oraz odległej perspektywy kary. Długiemu trwaniu spraw sprzyja szereg praw przysługujących oskarżonemu (łącznie z odmową składania zeznań, co niewyobrażalnie komplikuje proces). Sprawa Grzegorza Przemyka, proces (nie jeden!) ws. pacyfikacji górników w kopalni Wujek, czy inna sprawa, pamiętająca poprzedni system, a mianowicie nieprawidłowości w FOZZ. Takich słynnych procesów ze względu na swoje kilkunastoletnie trwanie można wymienić jeszcze kilka. Kontrastem dla tych postępowań niech będzie niedawny proces Josefa Fritzla, gdzie od momentu zatrzymania do wyroku minęło niecałe 11 miesięcy. W Polsce takie szybkie sprawy, owszem, miały miejsce (proces ws. utopienia 4-letniego Michałka w Wiśle), ale są to wyjątki potwierdzające regułę, że Polska jest krajem bodaj najczęściej karanym przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu za przewlekłość postępowań w sądach.